Przejdź do treści

Kot w butach – Całkiem nowa opowieść

    Kot w Butach – Opowieść o Markizie Karabasie

    Dawno, dawno temu, w niewielkiej wiosce na skraju królestwa, żył stary młynarz. Był człowiekiem pracowitym i uczciwym, lecz mimo lat ciężkiej pracy nie dorobił się wielkiego majątku. Kiedy nadeszła jego ostatnia godzina, wezwał do siebie trzech synów i podzielił między nich swoje skromne dobra. Najstarszy syn, Henryk, otrzymał młyn, który mógł przynosić zyski. Średni, Maurycy, dostał parę silnych koni, mogących służyć do pracy lub podróży. Najmłodszy, Jan, spojrzał na ojca z nadzieją, lecz gdy ten wręczył mu jedynie starego kota, serce mu zamarło.

    — „To wszystko, co mi dajesz, ojcze?” — zapytał zasmucony.
    — „Nie lekceważ tego, co los ci daje, synu,” — odparł młynarz słabym głosem. — „Czasem najmniejszy dar może przynieść największe bogactwo.”

    Jan westchnął. Cóż mógł zrobić z kotem? Ani go sprzedać, ani wyżywić siebie z jego pomocą. Jednak los miał dla niego inne plany…


    Kot o niezwykłym pomyśle

    Kiedy tylko młynarz został pochowany, Jan usiadł pod drzewem i z rozpaczą zaczął myśleć o swojej przyszłości.

    — „Cóż mi po kocie?” — mruknął pod nosem.

    Kot, który dotąd wylegiwał się leniwie na słońcu, otworzył jedno oko i przeciągnął się z gracją.

    — „Nie martw się, panie,” — przemówił ludzkim głosem, czym wprawił Jana w osłupienie. — „Jeśli dasz mi parę dobrych butów i torbę, obiecuję, że uczynię cię bogatym i szanowanym człowiekiem.”

    Jan otworzył usta ze zdumienia, lecz szybko się opanował. Czy to możliwe, że jego kot mówi? A jeśli tak, to może rzeczywiście ma jakiś plan? Nie mając nic do stracenia, Jan sprzedał swoją ostatnią srebrną klamrę od pasa i kupił kotu piękne, skórzane buty oraz solidną torbę. Kot wsunął buty na łapy, zarzucił torbę na ramię i ruszył w świat.


    Sprytny plan Kota w Butach

    Kot w Butach był nie tylko niezwykle bystry, ale i dobrze znał naturę ludzi. Wiedział, że królowie uwielbiają podarki i pochlebstwa, a biedni chłopi boją się władzy. Przez kilka kolejnych dni wędrował po polach i lasach, łapiąc tłuste króliki, kuropatwy i inne smakołyki. Każdego ranka udawał się na królewski dwór i kłaniał się nisko strażnikom.

    — „Od mojego pana, szlachetnego markiza Karabasa,” — oznajmiał z dumą, kładąc zdobycz przed królem.

    Król, wielce uradowany, nie tylko przyjmował dary, ale i coraz bardziej interesował się tym tajemniczym markizem, o którym wcześniej nie słyszał.

    — „Kim jest ten markiz Karabas?” — pytał często swych doradców.
    — „Musi być bardzo bogaty, skoro stać go na tak wspaniałe podarki,” — odpowiadali, nie chcąc okazać niewiedzy.


    Przypadkowe spotkanie z księżniczką

    Pewnego dnia Kot w Butach usłyszał, że król wraz z córką, piękną księżniczką Anną, wybiera się na przejażdżkę królewską karetą.

    — „To nasza szansa, Janie!” — powiedział kot.
    — „Szansa na co?”
    — „Na to, byś stał się prawdziwym markizem Karabasem! Szybko, rozbierz się i wskocz do rzeki!”
    — „Co? Oszalałeś?!”
    — „Rób, co mówię, jeśli chcesz odmienić swój los!”

    Niechętnie, lecz posłusznie, Jan wskoczył do rzeki. Gdy królewska kareta zbliżyła się do mostu, Kot wybiegł na środek drogi, wymachując łapami i wołając:

    — „Ratunku! Mój pan, markiz Karabas, został okradziony i tonie!”

    Król natychmiast kazał zatrzymać powóz.

    — „Szybko, wyciągnijcie go z wody!” — rozkazał strażnikom.

    Kiedy Jan został wydobyty z rzeki, strażnicy podali mu bogate królewskie szaty, a księżniczka spojrzała na niego z zaciekawieniem. Był młody, wysoki i przystojny, a jego oczy lśniły niczym letnie niebo.

    — „Czy nic ci nie jest, markizie?” — zapytała z troską.

    Jan, choć wciąż nieco oszołomiony, ukłonił się z wdzięcznością.

    — „Wasza Wysokość, czuję się znakomicie, choć niewątpliwie straciłem wszystko, co miałem…”

    Księżniczka spojrzała na niego uważnie i uśmiechnęła się delikatnie. Kot w Butach widział, że wszystko idzie zgodnie z planem.


    Zdobycie zamku czarnoksiężnika

    Kot wiedział, że aby Jan naprawdę stał się markizem, potrzebował jeszcze jednego – zamku. A taki zamek należał do okrutnego czarnoksiężnika, który rządził pobliską ziemią. Kot w Butach pobiegł tam czym prędzej i zapukał do drzwi.

    — „Wielki czarnoksiężniku, słyszałem, że potrafisz zamienić się w lwa!”
    — „Oczywiście, że potrafię!” — ryknął czarnoksiężnik i w mgnieniu oka stał się olbrzymim, ryczącym lwem.

    Kot nie okazał strachu.

    — „Imponujące! Ale czy potrafisz zamienić się w coś małego, na przykład w mysz?”

    Czarnoksiężnik parsknął śmiechem i w okamgnieniu stał się maleńką, szarą myszką. Na to tylko czekał Kot – jednym susem pochwycił ją w łapy i… zjadł! Zamek był teraz wolny.


    Wesele i szczęśliwe zakończenie

    Gdy król dotarł do zamku, Kot wybiegł mu naprzeciw.

    — „Witajcie w posiadłości mego pana, markiza Karabasa!”

    Król, widząc bogactwo i wielkość zamku, nie miał wątpliwości, że Jan to człowiek godny ręki jego córki. Jan i księżniczka pokochali się od pierwszego wejrzenia, a niebawem odbyło się wspaniałe wesele. Kot w Butach, najwierniejszy przyjaciel i doradca nowego markiza, zamieszkał w zamku, ciesząc się miękkimi poduszkami i najlepszymi kąskami.

    A morał tej opowieści? Spryt, odwaga i odrobina szczęścia mogą odmienić nawet najbardziej beznadziejny los.

    KONIEC 😊


    Morindia